Patron szkoły
20.05.2007.

Mamy ambicje być szkołą korczakowską

Nie przedstawię tu sylwetki Korczaka jako człowieka. Za wiele i za mało wszyscy wiemy o nim, aby w tak krótkim opracowaniu podjąć się tego zadania. Jednakże podejmę próbę zwrócenia uwagi na charakterystyczne cechy jego sposobu życia i działania.

Nie omówię też całego kompleksu zagadnień dotyczących spu­ścizny pedagogicznej Janusza Korczaka. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na kilka wybranych kwestii, stanowiących - moim zdaniem klucz do jego twórczości pedagogicznej.

Jak również odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego nieustannie wracamy do jego dorobku życiowego - koncepcji pedagogicznej i systemu wychowawczego? Kim może i powinien być teraz dla nas?

Nie znamy dokładnie dnia jego śmierci; piąty , szósty, siódmy czy ósmy sierpnia. Natomiast prawdziwy, przeraźliwie ścisły jest rok; 1942. Początek eksterminacji warszawskiego getta. Po raz ostatni widziano Janusza Korczaka w pierwszych dniach sierpnia na Umschlagplatzu, skąd Żydów prowadzono już prosto na kolejową rampę, gdzie czekały pociągi do Treblinki. Janusz Korczak i Stefania Wilczyńska na czele dzieci - dwie setki dziewczynek i chłopców z Domu Sierot. Przyszli tutaj pieszo, pochodem. Kolumna dzieci niosła zielony sztandar swego domu - kolor nadziei. Korczak niósł na ręku dziecko najmłodsze, drugie trzymał za rączkę. Opowiadał bajkę o pięknym świecie, do którego wędrują. Nie chciał by dzieci były smutne, chciał, by ich ostatnie godziny były możliwie pogodne. Kresem tej drogi miały być  piece krematoryjne - i choć nie wszyscy pędzeni chcieli w to uwierzyć, on właśnie wiedział to bardzo dokładnie. I dlatego odmówił, gdy mu w zupełnie cudowny sposób, nagle, z woli pewnego gestapowca, zaświtała szansa ratunku. Ratunku dla niego jednego lecz nie dla całej gromadki dzieci. W ile godzin, w ile dni po owej ostatniej drodze przez mękę zabił go gaz, razem z dziećmi i wśród dzieci, tego już nikt dokładnie nie wie. Piąty, szósty, siódmy, ósmy sierpnia ?

A może wszystko było inaczej ? Korczak w tym czasie był tak krańcowo wyczerpany, schorowany, iż niesienie na ręku nawet małego dziecka było fizycznie niemożliwe.

Janusza Korczaka marsz ku śmierci stał się wielkim w swej niemal antycznej symbolice wyzwaniem moralnym. Moralitetem. Dla Niemców - symbolem zbrodni. Dla Polaków - symbolem okupacyjnego cierpienia. Dla wszystkich - symbolem lojalności wychowawcy wobec wychowanków, rodziców wobec dzieci, starszych wobec młodszych. Lojalności będącej może czymś znacznie ważniejszym: dług zaciągany wobec rodziców zawsze spłacamy dzieciom, zaciągany wobec przeszłości - spłacamy przyszłości.

Gdyby Janusz Korczak, w 1942 roku, człowiek już sześćdziesięcio-paroletni, umarł śmiercią naturalną we własnym łóżku, wokół jego postaci nie zrodziłaby się wprawdzie żadna legenda o zasięgu światowym ale w pamięci pedagogów, czytelników, w pamięci nas wszystkich pozostałby jako personifikacja wychowawcy niezwykłego, wzór osobowy i autorytet moralny. Funkcjonuje natomiast legenda, w której śmierć Starego Doktora jest akcentem najmocniejszym. Jest jednak oczywiste, iż legenda nie miałaby takiej siły, gdyby śmierć zadana przez hitle­rowców  nie była poprzedzona pięknym, etycznym, tak wyjątkowo twórczym życiem.

Śmierć nie musiała uwznioślać jego życia. I gdyby nawet nie doszło do tragicznego finału, Korczak byłby taki sam i jego dzieło miałoby taką samą wartość.

Naprawdę nazywał się Henryk Goldszmidt.

Urodził się 22 lipca 1878 lub 1879 roku. Rósł i dojrzewał w rodzinie żydowskiej, zamożnej, postępowej, zasymilowanej, głęboko związanej z kulturą i obyczajowością polską, z trudnymi losami Polski okresu niewoli porozbiorowej.

Dzieciństwo miał pogodne i szczęśliwe. Do pobliskiego Ogrodu Saskiego prowadzała go bona, która pilnowała, żeby nie bawił się z biedotą. A  małego Henia bardzo ciągnęło do tych umorusanych urwisów. Zazdrościł im wolności. Do szkoły poszedł mając 8 lat, ale źle się w niej czuł. Raziło go, że nauczyciele wyśmiewają się z uczniów, poniżają ich, a nawet biją. Rodzice wynajęli mu prywatnego nauczyciela. Gdy Henio miał 11 lat po długiej chorobie zmarł jego ojciec. Pogodne dzieciństwo się skończyło. Henryk uczył się w gimnazjum. Zarabiał korepetycjami i pisywaniem do gazetek. W ten sposób chciał pomóc matce.

Postanowił, że będzie lekarzem. W 1898 roku dostał się na medycynę . W tym samym roku jego sztukę zgłoszono na konkurs literacki - została wyróżniona. Podpisaną godłem "Janusz Korczak" - z powieści Ignacego Kraszewskiego drukarz przerobił na Janusza. I tak zostało. Z czasem ten pseudonim stał się jego nazwiskiem.

Całym swym życiem patrioty polskiego zdobył prawo do nazwiska Korczak, ale poczucie godności kazało mu nie zatajać pochodzenia, które komuś mogło się nie podobać, ale które on szanował. Był Żydem polskim, a przede wszystkim człowiekiem, łączącym w sobie najszla­chetniejsze elementy kultury narodu żydowskiego i narodu polskiego z najbardziej uniwersalnymi wartościami kultury ogólnoludzkiej.

W młodości gdy snuł się ulicami Warszawy poznał życie biedoty. Wiedział ile jest bezdomnych dzieci. Jak bardzo potrzebują one jedzenia, opieki/ miłości. Został więc lekarzem tych najbiedniejszych. Pomagał im jak umiał. Z czasem założył sierociniec dla żydowskich dzieci przy ul. Krochmalnej. Było to miejsce niezwykłe, gdyż dzieci traktowane były jak partnerzy: "Dziecko to pełny człowiek. Ma prawo do szacunku, do bycia tym, kim jest". Dzieci w domu Korczaka uczyły się odpowiedzialności i samodzielności. Czuły się szczęśliwe i kochane. Gdy wybuchła II wojna światowa, Niemcy przenieśli sierociniec na teren getta. Doktor zrobił wszystko, żeby jego dzieci miały co jeść, żeby były bezpieczne. Czasem dokonywał cudów. Okrucieństwo hitlerowców przeszło jednak najgorsze wyobrażenia o tym, do czego zdolni są dorośli ludzie. 6 sierpnia 1942 roku  dzieci zostały wysłane do obozu w Treblince. Doktor Korczak mógł się uratować, ale pojechał razem z nimi.

Żył i umarł razem z dziećmi które kochał.

Korczak był swoistym fenomenem. W jego wszechstronnej osobowości zespoliło się kilka zawodów. Wszystkie - ku człowiekowi zwrócone ze znamionami posłannictwa. Z zawodu był Korczak lekarzem- pediatrą, z talentu - pisarzem i żarliwym, odważnym publicystą, z powołania - niestrudzonym społecznikiem, wybitnym teoretykiem wychowania i wychowawcą praktykiem.

Trudno w krótkim czasie scharakteryzować jego dorobek w tak wielu kierunkach działalności.

W medycynie pozostawił prekursorskie idee w rodzącej się wówczas pediatrii, ze szczególnym uwzględnieniem sfery emocjonalnej małego człowieka.

W publicystyce - niesłychanie rozległej i zróżnicowanej w treści - poruszał wiele problemów społecznych. Atakował bezduszności wygodnictwo niesprawiedliwość, zacofanie. Z całą ostrością odsłaniał szczególnie krzywdę dziecka.

W pismach pedagogicznych uczył poszukiwania prawdy o naturze dziecka i zrozumienia jego potrzeb, diagnozowania sytuacji wychowawczych i rozumnej miłości pomagającej dorastać. Domagał się dostrzeżenia w dziecku pełnoprawnego człowieka, poszanowania jego godności ludzkiej nie kiedyś tam, gdy dorośnie, nie jutro, lecz dzisiaj.

W skali światowej dokonał przełomu w smutnej tradycji przytułków dla osieroconych dzieci, przekształcając je we wzorowy zakład wycho­wawczy o dużych walorach readaptacyjnych, w organizację społeczności dziecięcej opartą na samorządności, samowychowaniu, partnerskich stosunkach między wychowawcami i wychowankami oraz na praworządności.

W pisarstwie - książki dla dzieci podniósł do rangi literatury o wysokim poziomie artystycznym. Obok arcydzieł literatury światowej stanęły jego powieści o Królu Maciusiu l Kajtusiu - czarodzieju. Audycje dla dzieci Gadaninki Starego Doktora są do dziś niedościgłym wzorem intymnej sztuki radiowej.

Jako moralista uczył Korczak człowieczeństwa etyki w stosunkach międzyludzkich, braterstwa, przyjaźni i pokoju w stosunkach między narodami świata, rasami, wyznaniami.

Marzył o zapewnieniu każdemu dziecku szczęśliwego dzieciństwa i szczęśliwej przyszłości. Te marzenia stały się programem jego życia. Utopia? Szaleństwo? Powiedział: "Zbyt kocham moje szaleństwa, by nie przerażała mnie myśl, że ktoś wbrew mej woli próbować będzie mnie leczyć".

Nie jest to więc przypadek że właśnie Korczakowi stawiają pomniki w Polsce i na świecie, że śpiewają o nim pieśni, a jego imię urosło do symbolu bohaterstwa i poświęcenia dla dobra dziecka. Wielkość tego humanisty wyraziła się nie tylko w godności jego śmierci, ale przede wszystkim w życiu, po którym zostawił znaczący ślad i zobowiązujące posłanie.

Idee pedagogiczne i system wychowawczy Janusza Korczaka kształtowały się w odległych już latach, w odmiennych warunkach, a mimo to budzą coraz głębsze zainteresowanie, coraz szerszych kręgów ludzi w różnych kratkach. Czemu to przypisać? Dlaczego ciągle wracamy do jego spuścizny pedagogicznej?

Korczak należy obecnie do plejady najbardziej znanych i uznanych pedagogów - nowatorów. Dopracował się swoistej, oryginalnej koncepcji pedagogicznej. Był, można rzec, człowiekiem czynu pedagogicznego. Umiał dokonać rzeczy najtrudniejszej w wychowaniu - wcielić swoje idee pedagogiczne w życie. Stworzył wzorcowe instytucje wychowawcze funkcjonujące w ciągu wielu lat, odbiegające w sposób zasadniczy od ówczesnej praktyki wychowawczej, wyprzedzające swoją epokę, sięgające naszych czasów, a kto wie - może bardziej odległej przyszłości, o której nie mamy jeszcze wyobrażenia.

Przecież tak wiele się zmieniło w naszym i wielu krajach od czasu, gdy żył i działał Janusz Korczak. Rozbudowano system opieki nad dziećmi i młodzieżą. Placówki powołane do spełniania tych funkcji mają skromne, ale solidne podstawy finansowe i nie muszą myśleć z lękiem o dniu jutrzejszym. Postęp społeczny i techniczny sprawił, że lepiej są zaspokajane  potrzeby materialne dzieci, znikają bariery oddzielające młodą generację od wiedzy, oświaty, kultury

A jednak nadal nie są zaspokajane, zarówno w domu rodzinnym, jak i w innych środowiskach wychowawczych, najważniejsze potrzeby dzieci - potrzeby emocjonalne. Może rodzić nawet się obawa, że coraz większa intensyfikacja życia, coraz większe przyśpieszenie charakterystyczne dla naszych czasów będą utrudniać zaspokajanie tych potrzeb. A są to przecież potrzeby podstawowe, warunkujące prawidłowy rozwój dziecka i prawidłowe wychowanie. Rośnie niebez­pieczeństwo anomalii, zaburzeń psychicznych, niedostosowania społecznego, przestępczości.

Nadal istnieją duże trudności w nawiązywaniu osobistego bliskiego kontaktu między dorosłymi a dziećmi. Dorośli wciąż jeszcze próbują narzucać dzieciom swoje schematy i dogmaty, nie wniknąć głębiej w świat doznań i przeżyć dzieci. Nadal próbują ułożyć swoje życie myśląc częstokroć o własnej wygodzie i własnym spokoju.

Nadal instytucje oświatowe wychowawcze patrzą na dzieci oczyma dorosłych i nie dostrzegają podstawowego faktu, że dzieci mają swoje prawa, dążenia i oczekiwania. Znajomość tych praw, dążeń i oczekiwań, uwzględnienie ich, musi leżeć u podstaw wszelkich prób organizowania życia dzieci i oddziaływania na nie.

O tym wszystkim pisał Korczak. To wszystko jest nadal aktualne. O tym wszystkim nie możemy zapominać, szukając nowych dróg i nowych rozwiązań, odpowiadających naszym czasom.

Urzeczeni osobowością, dziedzictwem jakie nam przekazał chcielibyśmy kontynuować jego dzieło  przyjmując dla naszej szkoły imię Janusza Korczaka.

 

mgr Anna Barańska

 

 

PDF Drukuj Email